Strona główna arrow Felietony arrow Przedświąteczne cuda Banfieldu

Program TVKontaktFelietonyReklamaSportklub+
Felietony
Potęgami droga Barcy wybrukowana
Bartłomiej Rabij
Czytaj całość…
 
Przedświąteczne cuda Banfield
Bartłomiej Rabij
Czytaj całość…
 
Tydzień w Akademiku: Texas numerem jeden
Rafał Juć
Czytaj całość…
 
Pod rządami Imperadora
Bartłomiej Rabij
Czytaj całość…
 
Tydzień w Akademiku: Pierwsze wnioski
Rafał Juć
Czytaj całość…
 
Przedświąteczne cuda Banfieldu
Przedświąteczne cuda Banfield
Bartłomiej Rabij

113 lat czekali na piłkarski sukces wielbiciele futbolu z południowych okolic metropolii Buenos Aires. Wreszcie się udało. Club Atletico Banfield, jeden z najstarszych klubów piłkarskich w Argentynie doczekał się tytułu. I to mimo porażki w ostatniej kolejce Apertury 2009.

Przed ostatnim meczem sezonu, wiadomo było, że tylko Newell's Old Boys z Rosario mogą jeszcze odebrać tytuł ekipie Julio Cesara Falcioniego. Banfield grał na tradycyjnie niegościnnej Bombonerze, za to Newell's u siebie podejmowali San Lorenzo.

Przed świętami cudów mnóstwo
Porażka Banfield z utytułowanym zespołem Boca Juniors przyszła liderowi zadziwiająco łatwo. Ot, zagrali jeden z najgorszych meczów sezonu i powinni się wręcz cieszyć, że przegrali go tylko 0-2.
Na takie dictum nic jednak nie zaradzili w Rosario, bo tam ekipa Roberto Nestora Sensiniego poległa również 0-2 z drużyną trenera Diego Simeone.
Takim to szczęśliwym, by nie rzec cudownym, sposobem Banfield dowiózł pozycję lidera do końca rozgrywek. A Santiago Silva, mimo że zaciął się w finale rozgrywek, i tak nastrzelał w tym sezonie najwięcej goli.
Jak zatem widać, powiedzenie, że szczęście sprzyja lepszym, jak to często bywa, znów znalazło potwierdzenie w żmudnej praktyce.
Bo co jak co, ale Club Atletico Banfield podczas Apertury był najlepszym zespołem i basta!
Ograli, poza Boca, wszystkie czołowe zespoły w kraju. W pierwszej kolejce gładko spuścili lanie najbardziej utytułowanym – River Plate. W szóstej, p zacietym meczu zwyciężyli Newell's Old Boys. Jak się później okazało, najgroźniejszego kandydata w walce o mistrzostwo. W 17. zdeklasowali najlepszą drużynę Clausury – Velez Sarsfield.
W 19 meczach przegrali tylko dwukrotnie, stracili tylko 11 goli, broniąc najlepiej w całej lidze.
A wszystkiego tego dokonał zespół, który jeszcze pół roku wcześniej, praktycznie w tym samym składzie okupował miejsca w środku ligowej tabeli.
Jako się rzekło, był to doprawdy okres przedświątecznych cudów. Bo i trener Julio Cesar Falcioni, do tej pory, nie dał się poznać jako szkoleniowiec co to niczym Hiddink czy Scolari, co drużynę przejmie to puchary i tytuły zdobywa.
Ba, poza awansem – z Banfieldem właśnie – w 2005 roku do ćwierćfinału Copa Libertadores, niczym szczególnym do tej pory dla argentyńskiej trenerki się nie przysłużył.
Tym większe zatem w Argentynie zdumienie, że to właśnie ten pięćdziesięciokilkuletni były bramkarz poprowadził Banfield do pierwszego w historii mistrzostwa.
Co tu kryć, sam Falcioni, w wywiadzie dla „El Grafico” przyznał, że dopiero na samym finiszu rozgrywek pozwolił aby myśl o zdobyciu mistrzostwa na dobre zagościła w jego głowie. Wcześniej bowiem zwykł mawiać swoim zawodnikom, że mają słuchać jego zaleceń, wypełniać zadania taktyczne i martwić tym się aby każdy mecz przynosił zdobycz punktową.
Sami Państwo przyznacie, że to prawdziwie skromny człowiek...

Silva i cała reszta
14 spośród 25 goli strzelonych w tym sezonie to zasługa 29-letniego Urugwajczyka Santiago Silvy. „El Tanque” czyli czołg, po latach dobijania się do czołówki strzelców ligi argentyńskiej wreszcie zdystansował konkurencję i sam został goleadorem sezonu. Ważniejsze jednak dlań jest to, że wreszcie zasłużył sobie na miano prawdziwego lidera drużyny. Człowieka, który w trudnych momentach meczu bierze ciężar gry na siebie, mobilizuje kolegów, podrywa ich do walki. A przecież jeszcze niedawno „El Tanque” słynął raczej z łapania czerwonych kartek za pyskówki i faule bez piłki (w sumie 11 razy wylatywał już z boiska odkąd pięć lat temu ściągnął do Argentyny).
I w jego przypadku nie sposób nie wspomnieć o niemalże cudownej przemianie, która – jak domagają się argentyńskie gazety – powinna zaprowadzić go do reprezentacji Urugwaju, szykującej się na mundial do RPA, a nie mającej poza Forlanem, Suarezem i Cavanim przyzwoitych zmienników.
Silva się uspokoił i został królem strzelców, za to 18-letni Urugwajczyk James Rodriguez eksplodował talentem... i też wyszło i jemu i drużynie na dobre!
Potężny strzał z dystansu, świetny start do piłki, silne nogi i mocna sylwetka – oto przymioty czyniące z Kolumbijczyka najzdolniejszego nastolatka w lidze argentyńskiej.
Co najbardziej zdumiewające, poza Rodriguezem Banfield praktcznie nie wprowadził do gry żadnego nowego zawodnika w całym 2009 roku. Widać jakość, nie ilość liczy się u Falcioniego.  Hasło to śmiało mogą sobie powiesić nad wejściem do swej akademii trenerzy River Plate, którzy przez cały rok testowali aż 11 graczy, którzy nie ukończyli 20 lat!
Walter Erviti, Sebastian Fernandez, Crstian Luchcetti czy Sebastian Mendez – spośród pozostałych kluczowych graczy drużyny, to już gracze około 30-letni, jeszcze do niedawna uznawani za „zgrane karty”...
U cudotwórcy Falcioniego i oni dostali nowe życie i ostatnią szansę na zaistnienie w argentyńskiej piłce.

Urugwajska Apertura
Apertura 2009 warta jest tekstu nie tylko ze względu na bezprecedensową metamorfozę Banfieldu. Warte skreślenia paru słów są również urugwajskie wyczyny napastników, którzy zdominowali bombardierów miejscowego chowu. 22-letni Joaquin Antonio Boghossian to piłkarz, który dopiero co pojawił się w lidze argentyńskiej, a już wiadomo, że wielka kariera go nie minie.
Ten mierzący 194 cm dryblas zasłużył na miano objawienia sezonu. Jeszcze niedawno strzelał bramki dla urugwajskiego przeciętniaka CA Cerro Montevideo, a dziś jest trzecim strzelcem Primera Division (11 goli w 18 meczach, z czego kilka pierwszych rozpoczynał jako rezerwista) i wice-mistrzem Argentyny.
Kapitalnie gra głową, porusza się z dużą gracją, ale znać siłę i ogromną moc drzemiącą w mięśniach Urugwajczyka. Drybluje nieźle, acz nie nadużywa technicznych fajerwerków. Do tego potrafi solidnie kropnąć i z lewej i z prawej nogi...
Czy kogoś Państwu ta charakterystyka przypomina? Oczywiście, że tak! Potężnego Oscara Cardozo, którego Newell's Old Boys Rosario odkryli kilka lat temu w Paragwaju, a po dwóch latach przysposabiania do wielkiej piłki odsprzedali Benfice Lizbona za 9 mln euro...
Silva, Boghossian, a warto wspomnieć jeszcze o prawym obrońcy San Lorenzo Pablo Pintosie, który tak jak Boghossian za grosze został do Argentyny ściągnięty w lecie. I tak jak on zaimponował kapitalną dyspozycją.
Argentyna najlepszym miejsce do kupna urugwajskiego piłkarza? Czemu nie, w końcu w Urugwaju  jak się gra w piłkę nie zapomnieli, chociaż o zorganizowaniu poważnych rozgrywek piłkarskich federacja zapomniała już dawno temu...
Zresztą, Banfield na zakupy przed Clausurą też wybiera się do Montevideo. A jeśli Falcioniemu szczęście będzie nadal dopisywać w tak wielkim stopniu to powinien wynaleźć w tym małym kraju nowego Enzo Francescoliego, Daniela Fonsecę lub najmniej Diego Forlana!
Bartłomiej Rabij (brasileirao.blox.pl)

 
 
Logowanie
Newsletter






 

Strona główna | O nas | Prasa | Piłka nożna | Boks i MMA | Motosport | Lekkoatletyka | NCAA | Moto GP | Inne dyscypliny | Liga Angielska | Sport | Fishing&Hunting
(C) 2010 SPORTKLUB: Telewizja i kanał sportowy. Sport w telewizji