|
Copa del Rey - Puchar Hiszpanii
Sportklub wygrał Puchar Króla
Kiedy w połowie roku śledziłem zmagania FC Barcelony i Athletic Bilbao w finale Pucharu Króla, nawet do głowy mi nie przyszło, że owe rozgrywki za kilka miesięcy sam będę komentować.
Jeszcze w maju opowiadałem moim bliskim o swoim pierwszym spotkaniu z klubem z Baskonii, kiedy to 26 lat temu w Pucharze Europy Athletic grał z Lechem Poznań...
Lata mijały, a ja cały czas śledziłem doniesienia z Hiszpanii. A to o „Białym Aniele” Berndzie Schusterze co to grał z polotem i fantazją, która niemieckim graczom nigdy wcześniej dana nie była. A to o Maradonie co to Goikoextea krwi mu swą brutalną grą napsuł. Potem nastały czasy Brytyjczyków w Barcelonie (Steve Archibald, Gary Lineker, Mark Houghes) oraz najefektowniejszego strzelca lat 80. Hugo Sancheza w barwach Realu Madryt.
W latach 90. najbardziej spośród hiszpańskich zdobywców Pucharu Króla utkwili mi w pamięci gracze Realu Saragossy i Barcelony. Obydwa kluby zwyciężyły bowiem zaraz po lokalnej wiktorii w europejskim Pucharze Zdobywców Pucharów, a decydujące trafienia Nayima przeciwko Arsenalowi Londyn i Ronaldo przeciwko PSG przeszły do historii tamtych rozgrywek...
Od czasu do czasu słyszeć się dało o wyczynach Polaków, którzy próbowali zawojować głównie położoną na wschodzie Hiszpanii Pampelunę (Ziober, Urban, Kosecki), chociaż ta Copa del Rey nigdy nie zawojowała...
Cały czas wśród doniesień o piłkarskich wydarzeniach w Hiszpanii wiadomości z La Liga przeplatały się z informacjami na temat Pucharu Króla. Potęgi rodziły się (Villarreal) i gasły (Real Saragossa) ale futbolowe wydarzenia w Hiszpanii wciąż, niezmiennie fascynują tak mnie, jak i miliony kibiców na całym świecie.
Od pucharu Króla do...pucharu Króla
Kiedy w 1902 roku pierwszy raz zorganizowano turniej o pod nazwą Concurso Madrid albo Copa de la Coronacion, też nikomu nawet się nie marzyło, że 100 lat później owe rozgrywki będą oglądane przez kibiców w ponad 100 krajach świata!
Wówczas, na początku drogi dzisiejszego Pucharu Króla, turniej trwał ledwie... cztery dni. Wygrali go piłkarze baskijskiego zespołu Vizcaya, który tak naprawdę powstał tylko na ten turniej. Skład drużyny opierał się bowiem na zawodnikach dwóch ekip z Bilbao: Athletic Club i Bilbao FC. Zresztą, rok później drużyny połączyły się na dobre, a po kolejnych czterech latach Vizcaya znów wrócili do gry. Tym razem już w Pucharze Króla a działający od niedawna Athletico Club de Bilbao stworzył team tym razem z Union Vizcaino.
Bilbao wygrywali trzy pierwsze edycje hiszpańskich pucharów. Potem jednak nastała era Realu Madryt, który między 1905 a 1908, aż cztery razy pod rząd sięgnął po trofeum.
Dopiero w 1910 roku w finale pojawiła się drużyna FC Barcelona. Pokonali wówczas Basconię. W tym samym roku Puchar Króla wygrał też Athletic... a wszystko dlatego, że na terenie Hiszpanii funkcjonowały wówczas dwie federacje piłkarskie i każda chciała rozgrywać własne turnieje.
Podobnie było również w 1913... i znów jeden z tytułów wygrała Barcelona, drugi zespół z Baskonii. Bo to właśnie w Kraju Basków, w San Sebastian, od 1909 roku mieściło się konkurencyjne w stosunku do madryckiej RFEF stowarzyszenie o nazwie Unión Espaniola de Clubes.
Z czasem jednak straciło na znaczeniu, a drużuny z północno-wschodniej Hiszpanii i tak najczęściej zdobywały Puchar Króla. Króla, bo kiedy na początku lat 30 polityczna zawierucha spowodowała spore zmiany w kraju, zmieniono również nazwę rozgrywek. I tak, po Pucharze Koronacyjnym, Pucharze Króla, w 1931 roku przyszła kolej na Puchar II Republiki. Nazwa wprawdzie nowa, ale cztery z pięciu edycji zawodów wygrały doskonale znane teamy: Athletic z Bilbao i Real z Madrytu. Tylko w 1935 roku ich hegemonię zdołała przerwać Sewilla, dla której był to pierwszy triumf w hiszpańskim pucharze. Był to bodaj jedyny epizod w historii rozgrywek, kiedy mniej spektakularnych sukcesów zanotowała Barcelona.
Kiedy po zwycięstwie frankistów pucharowe rozgrywki w sezonie 1938/39 ruszyły pod kolejną nazwą – Puchar Generalicji – znów najlepsza była Sewilla. Mocno trzymały się też kluby uchodzące za pro-frankistowskie: Atletico i Real w Madrycie i Espanyol w Barcelonie. Bogate i popularne Athletic Bilbao oraz Barcelona, mimo iż wciąż pozostawały w czołówce nie zajmowały już w niej tak dominującej pozycji.
Od 1976 roku w Hiszpanii znów rozgrywany jest Puchar Króla. O dziwo, mimo iż są to rozgrywki ku chwale monarchii... to właśnie w ostatnim trzydziestoleciu stały się najbardziej demokratyczne.
Bowiem znacznie wzrosła liczba mniejszych klubów w finałach turnieju.
Przepustka dla maluczkich
Duży wpływ na taki obrót spraw miały jak zwykle pieniądze. Komercjaliazacja hiszpańskich rozgrywek ligowych oraz europejkich pucharów, w których Hiszpanie „od zawsze” byli w czołówce, spowodowała, że coraz częściej wielkie drużyny hiszpańskiego futbolu pozwalały sobie na „odpuszcznie” pojedynczych meczów z niżej notowanymi rywalami. I to zwykle wtedy doznawały sensacyjnych porażek, które torowały drogę do sukcesu klubom, które w lidze nie miały szans na rywalizację z milionerami z Kastylii czy Katalonii.
Na szczęście w ostatnich sezonach sytuacja wróciła do normy. A rozgrywki o krajowy puchar nadal są traktowane przez gigantów z atencją. Dość powiedzieć, że w 2007 roku wygrała je Sewilla, która równocześnie zwyciężyła w pucharze UEFA. A w tym roku bezkonkurencyjna była Barcelona. Dla Katalończyków wygrana w Pucharze Króla była pierwszym z trzech tegorocznych sukcesów. Potem zgaraniali kolejno: mistrzostwo Hiszpanii i Ligę Mistrzów, stając się prawdziwym hegemonem europejskiego futbolu.
Warto jednak pamiętać, że 2007 i 2008 do finałów Pucharu Króla dochodził zespół Getafe, którego do gigantów zaliczyć nie sposób. Zatem mimo atencji gigantów... rozgrywki pozostają jedyną dziś szansą na spektakularny sukces dla mniejszych klubów.
Dominacja Barcelony
FC Barcelona to klub, który w czasie swej 110-letniej historii nie raz dostał w kość. Mimo iż, trudno sobie to dziś wyobrazić, to przez wiele lat „blaugrana” było sekowanym w Hiszpanii zespołem. Do dziś historycy futbolu zastanawiają się czy Real miałby na koncie tyle tytułów mistrza kraju, Pucharów Króla i tyle wygranych w Pucharze Europy... gdyby nie wsparcie ze strony rządzącej przez kilkadziesiąt lat krajem wojskowej dyktatury.
Wciąż przecież z żalem w Katalonii wspominany jest rok 1943, gdy Barca w mistrzostwach Hiszpanii pokonała u siebie „blancos” 3-0, by następnie polec w stolicy aż... 1-11! Tajemnicą poliszynela jest szantaż zastosowany wobec graczy Barcy przez wojskowych kibiców Realu...
Mimo to, właśnie „Duma Katalonii” ma na koncie najwięcej wygranych w Pucharze Króla – aż 25. Potem jest inny niekochany za czasów dyktatury klub – Athletic Bilbao z 23 trofeami. Chociaż niektóre źródła informują o 18 pucharach, wliczając do kolekcji zespołu z Baskonii wygraną Vizcaii z 1902 w Pucharze Koronacyjnym.
Real Madryt z 17 zwycięstwami jest trzeci, mimo że to właśnie ten klub w finałąch rozgrywek grał najczęściej (36 razy). W 107 edycjach hiszpańskiego puchary zwycięstwa odniosło w sumie 14 drużyn. Z czego kilka dziś już zapomnianych jak Real Union de Irun (znany też jako Racing Irun ) w latach 1913, 1918, 1924 i 1927 czy Arenas Club de Getaxo w 1919.
Sezon 2009/2010 zapowiada się jako wielka pogoń za Barceloną. Jej potrójna korona z poprzedniego sezonu jest zadrą dla szefów i trenerów pozostałych gigantów hiszpańskiej piłki. Jednak o abdykacji Katalończyków mowy byc nie może. Latem ściągnęli z Interu Mediolan Zlatana Ibrahimovicia i Maxwella, a z Szahtara Donieck Dimitro Czigrinskiego. Za to jeszcze tej zimy do klubu dołączyć ma znany z Realu Madryt Brazylijczyk Robinho.
Sam Real dokonał zakupów mogących przyprawić o zawrót głowy: Kaka, Cristiano Ronaldo, Karim Menzema czy Xabi Alonso to tylko niektórzy spośród nowych piłkarzy.
Ale i Sewilla, Atletico czy pochodzący z małej mieściny CF Villarreal porządnie się wzmocniły. Ba, zdobywcy puchary z 2008 roku – gracze Valenci – choć bez nowych, ściąganych za miliony kolegów, też powinni być kandydatami do wygranej. W końcu forma Villi, Silvy czy Maty imponuje trenerom, działaczom, menadżerom i kibicom jak świat długi i szeroki.
A co najważniejsze, te wszystkie smakowite zespoły od początku października grać będą dla kibiców SPORTKLUBU. Natomiast piszący te słowa, cały czas nie może jeszcze uwierzyć swemu szczęściu. Bo to na Romario, Stoiczkowie, Laudrupie, Redondo, Bakero, Futre, Zidanie czy Ronaldo kształtowało się moje uwielbienie dla hiszpńskich rozgrywek piłkarskich.
Bartłomiej Rabij (http://brasileirao.blox.pl)
fot: Cleidson dos Anjos
|